Lekarzu, chcesz zbadać pacjenta dokładnie? To zarobisz mniej

0
+ -
1
Pracodawcy zmniejszają lekarzom wynagrodzenia, jeśli... zlecają zbyt wiele badań. W ten niebezpieczny dla chorych proceder wkroczył już Rzecznik Praw Pacjenta oraz NFZ.

Szef proponuje umowę, w myśl której moje wynagrodzenie zostanie pomniejszone o 20 proc. kosztów diagnostyki, wykonanie której zlecę pacjentom. To absurd! Przecież każdy chce zarobić więcej i nawet podświadomie będzie oszczędzał na badaniach!- denerwuje się lekarz jednej z krakowskich przychodni. Analogiczną informację otrzymaliśmy od medyka z Nowego Targu. 

Sprawą nowotarskiej placówki, jak wynika z nieoficjalnych informacji, wkrótce zajmie się Rzecznik Praw Pacjenta(RPP), do którego dotąd trafiło 33 tego typu skarg. - Analizujemy je pod kątem naruszenia prawa pacjentów do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej oraz udzielanych z należytą starannością – powiedział nam Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Patologia na dużą skalę

Zdaniem dr Bartosza Fiałka z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy(OZZL) liczba zgłoszonych do RPP skarg to kropla w morzu. - Zjawisko jest powszechne. Lekarze po pierwsze nie wiedzą, że należy informować nas o takich przypadkach, które potem przekazujemy – rzecz jasna, anonimowo - do RPP, po drugie boją się konsekwencji – relacjonuje związkowiec. Właśnie dowiedział się, że koleżanka, która poinformowała OZZL o istnieniu takiego procederu w jej przychodni i zajął się tym RPP, została... zwolniona z pracy jako domniemana sprawczyni kłopotu.
                                            

A jest się czego obawiać. Jeśli RPP stwierdzi w danej placówce  naruszenie zbiorowych praw pacjenta, ma ona niezwłocznie podjąć działania naprawcze. W przypadku ich niewykonania Rzecznik Praw Pacjenta może nałożyć na nią karę do nawet 500 tys. zł. 
Na skalę zjawiska wskazuje także to, że sprawę bada też NFZ. Jak zauważa Aleksandra Kwiecień z małopolskiego oddziału   funduszu, proceder ten potencjalnie stanowi naruszenie przepisów, gdyż taka umowa powinna być zgłoszona do oddziału wojewódzkiego NFZ jako podwykonawstwo. A na ustalenia NFZ czeka minister zdrowia, gdyż - jak nam powiedział jego rzecznik, Wojciech Andrusiewicz - takie zachowania pomiotów leczniczych godzą w  podstawowe prawa pacjenta. 

Dla badań odrębny budżet?

Ale problem trzeba rozwiązać skutecznie, czyli systemowo. W czerwcu, w konkluzjach debaty „Wspólnie dla zdrowia” jej uczestnicy wskazali na potrzebę wydzielenia odrębnego budżetu na badania diagnostyczne, opłacanego wprost z kasy NFZ, niepowiązanego z pulą na wynagrodzenia i inne wydatki placówki.
                                            

Ale pomysł nie wszystkim się podoba. Dr Lesław Szot, przewodniczący małopolskiego oddziału Porozumienia Zielonogórskiego – zgadzając się, że  w/w umowy z lekarzami są nie do zaakceptowania – uważa, że w przypadku jego wdrożenia NFZ ustaliłby sztywny limit na badania i lekarze, w lęku przed sankcjami  na  ze strony funduszu za jego przekroczenie, jeszcze  oszczędniej gospodarzyliby pieniędzmi na diagnostykę. W  konsekwencji pacjent by na tym stracił jeszcze więcej. To samo mówi dr Tomasz Sobalski, prezes małopolskiego oddziału Kolegium Lekarzy Rodzinnych. 
Eksperci nie mają aż takich obaw i zakładają, że NFZ będzie postępował racjonalnie. - Dziś np. pacjent z problemami kardiologicznym na echo serca, kosztujące ok. 120 zł musi czekać,  kilka miesięcy. Efekt? Jedzie na SOR, gdzie NFZ za to badanie wraz z hospitalizacją płaci nawet do 2 tys. zł – wylicza  dr Adam Kozierkiewicz.. W podobnym tonie wypowiada się OZZL.
                                            

Winnych patologii jest wielu

Nasi rozmówcy są zgodni w jednym: pacjenci, nie dysponując wystarczającą wiedzą, częstokroć domagają się skierowań na  zupełnie im niepotrzebne badania. A lekarze nie zawsze potrafią im odmówić.  
Równocześnie koszty utrzymania placówek rosną znacznie szybciej niż przyznawane przez NFZ kontrakty i szefowie jednostek balansujących nierzadko na granicy opłacalności szukają oszczędności tam gdzie to możliwe, niekoniecznie zgodnie z  interesem chorego. 
Dr Bartosz Fiałek zgadza się jednak, że czasami nakłanianie lekarzy do podpisywania bezprawnych umów wynika przede wszystkim  z chęci szybkiego wzbogacenia się właścicieli podmiotów medycznych. - Czarnych owiec nie brakuje nigdzie, także w naszym środowisku – konkluduje związkowiec.

źródło:polskatimes.pl

Add comment

The author will be very pleased to hear feedback about your news.

Komentarze 0